Strona:Maurycy Jókai - Papuga.djvu/29

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    — 23 —

    podczas którego zapanowała nad sobą, i uśmiech znowu zagościł na jej ustach. Podczas następnego tour des mains szepnęła do swego tancerza:
    — Jutrzejszy bal maskowy zapowiada się bardzo świetnie.
    — Żałuję, że nie będę mógł być na nim, odjeżdżam bowiem do Pesztu.
    Po tych słowach margrabina spojrzała nań zimno i nie przemówiła już więcej. Podczas tańca nie podała mu już ani razu ręki, a tylko koniec wachlarza, a gdy miał nastąpić grande chaine, wystąpiła z koła i nie spojrzawszy nawet na swego tancerza, podała ramię stojącemu za nią ponuremu panu, który odprowadził ją do fotelu. Ujrzawszy się wyłączonym z koła, błąkał się jakiś czas po salonach, aż znalazł się nareszcie w bufecie. Tu zrobił spostrzeżenie, że są przecież ludzie rozumni, którzy zamiast tańczyć i pocić się, wolą siedzieć przy stole i posilać swe ciało. Przy jednym z stolików Bebus i Blickus siedzieli nad butelką wina. Spostrzegłszy go, zrobili mu przy sobie miejsce. Filip nie zdołał jeszcze ocenić smaku wina, gdy spostrzegł trzech młodych ludzi sztywnym i uroczystym krokiem podstępujących ku niemu. Średni był ów znajomy już mu z monoklem w oku, dwaj drudzy byli Thuri i Stelli. Młodzieniec z monoklem zatrzymuje się przed nim w odległości pół kroku, wkłada wielki palec lewej ręki za kamizelkę, i uderzając się trzymaną w prawej ręce rękawiczką, mówi:
    — Mój panie! powiedziałeś pan w obecności wielu osób, że ja nie zapłaciłem mego długu. Oświadczam, iż jesteś pan niegodnym kłamcą!
    I wszyscy trzej odeszli.
    Filip jakby ogłuszony, spojrzał na swoich towarzyszy.
    — Z całej tej niepojętej dla mnie rzeczy, rozu-