Strona:Maryan Gawalewicz - Szkice i obrazki.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Na śniegu klęczał człowiek, z rękoma opuszczonemi, z oczyma wzniesionemi błagalnie w niebo, roziskrzone gwiazdami, z duszą pełną smutku i przerażenia, zdając się na łaskę i niełaskę Bożego Dzieciątka, na którego cześć śpiewały w dali głosy ludzi i dzwonu psalm wigilijny.
Nagle zdało mu się, że z tego nieba usłyszał wołanie:
— Halo!... Halo!...
W mętnych falach brodu sunęła wolno, ciężko, ale coraz bliżej, torując sobie drogę między lodami, łódź... Trzy pary rąk poruszały wiosła, przy sterze siedziała kobieta.
Eryk Matthisen był uratowany.