Strona:Mark Twain - Pretendent z Ameryki.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Jak tylko Sellers podniósł się i dowiedział, że jankes złożył w banku stertę pieniędzy dla niego i dla Hawkinsa, zawołał: — No, teraz zobaczymy, kto jest pretendentem, a kto autentycznym earlem! Zaraz tam sypię i zrobię ruch w Izbie Lordów! przez następnych parę dni on i żona tak byli zajęci przygotowaniami do podróży, że Sally korzystała z wymarzonej samotności, i mogła się swobodnie wypłakać. Poczem stary par opuścił Nowy Jork — jadąc do Anglji.
Sally miała sposobność zrobienia jeszcze jednej rzeczy. Przekonała się, że w tych warunkach żyć nie warto. Jeżeli sądzono jej wyrzec się oszusta i umrzeć — podda się temu wyrokowi; ale czy nie należałoby przedtem wyłożyć całą sprawę osobie bezinteresownej, która może znajdzie środek ratunku?
Kilkakrotnie myślała nad tem tak i owak. Podczas pierwszego spotkania z Hawkinsem — zaraz po wyjeździe rodziców — zaczęła mówić o Tracy, wyłożyła mu rzecz całą i zasięgnęła rady znakomitego męża stanu. Obnażyła przed nim serce, a on słuchał jej z boleścią. Zakończyła błagalnie:
— Nie wmawiaj pan we mnie, że to oszust! Zdaje mi się, że jest oszustem, ale czy pan nie uważa, że właściwie nie wygląda na to?! Pan jest zimny, zrównoważony — może patrząc z boku, prędzej dojrzy pan, że to nie oszust, pomimo, że takie na mnie robi wrażenie... Prawda, nie wygląda na oszusta? Czy nie mógłby pan, czy nie potrafiłby pan mieć tego wrażenia — ze względu na mnie!
Biedny Hawkins czuł się wielce zaniepokojony, ale postanowił trzymać się w sąsiedztwie prawdy. Przez krótką chwilę zastanowił się nad tem, co mu powiedziała, poczem oznajmił, iż naprawdę nie potrafi sobie zdać jasno sprawy z charakteru pana Tracy.
— Nie — powiedział — to jednak naprawdę jest oszust.
— To znaczy, że panu się tak wydaje, że pan jest tego prawie pewny, ale niezupełnie pewny — prawda, panie Hawkins?
— Żal mi, że to mówię — nie chcę tego stwierdzić — nie zastanawiam się nad tem zresztą — ale wiem, że to oszust!
— Ach panie Hawkins, pan się zagalopował! Pan wie, że nikt nie może tego wiedzieć... Nie mamy dowodów, że kłamał!
Czy ma się rozpędzić i powiedzieć jej wszystko, co dotyczy tej paskudnej sprawy? Tak — przynajmniej to co najważniejsze — to zrobić trzeba. A więc zwilżył wargi i z determinacją zaczął opowiadać, oszczędzając dziewczynie jednej przykrości — powiedzenia, że Tracy jest kryminalistą.
— Teraz powiem ci całą prawdę. Niebardzo to miłe dla mnie mówić, a dla ciebie słuchać takich rzeczy, ale musimy to zrobić... Wiem o tym chłopaku wszystko. Wiem, że nie jest synem earla.
Oczy dziewczyny zabłysły. Powiedziała:
— A cóż mnie to obchodzi! mów pan dalej!
Było to tak nieoczekiwane, że Hawkins stracił wątek opowiadania. Nie był pewien, czy dobrze słyszał. Zawołał więc:
— Obawiam się, że niebardzo rozumiem. Czy chcesz przez to powiedzieć, że jeżeli jest to porządny i przyzwoity chłopiec — to nic cię nie obchodzi kwestja jego earlostwa?
— Absolutnie!
— Byłabyś z niego zupełnie zadowolona i nie żałowałabyś, że jest synem earla — to znaczy, gdyby okazał się synem earla, nie ceniłabyś go więcej za to?
— Ani trochę. Ach, panie Hawkins, skończyłam raz na zawsze z marzeniem o earlostwie, arystokracji i innych temu podobnych głupstwach — jestem sobie zwykłe, pospolite nic, i czuję się z tem dobrze! Jemu zawdzięczam swoje uleczenie! A co się tyczy dodania czegoś, za co mogłabym go więcej cenić, to jest to wogóle wykluczone... On jest dla mnie całym światem — taki jaki jest; to obejmuje wszystko — cóż mogłabym do tego jeszcze dodać?
— Daleko zabrnęła! — mruknął do siebie. Ciągnął również do siebie: „Muszę zmienić plan. Nie robiąc z tego draba kryminalisty, wymyślę mu imię i nazwisko, które rozczaruje ją raz na zawsze. Jeżeli i to mi się nie uda — ha, wtedy pozostaje mi jedno! pomódz temu biedatwu a nie odbierać jej odwagę”. Poczem głośno:
— Słuchaj, Gwendolino...
— Chcę, żeby nazywano mię Sally...
— Bardzo mię to cieszy. Wolę to imię. Otóż powiem ci o tym Snodgrassie...
— Snodgrass?... nazywa się Snodgrass.
— Tak — Snodgrass. Tamto to jest nom de plume.
— To wstrętne!