Strona:Mark Twain - Pretendent z Ameryki.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

w rękę wielki dzwon, stojący na stole i zauważył, że wypróbował ostatnio suchą baterję i ma jej zupełnie dosyć, poczem dodał:
— Dzwonek Grahama jest do niczego, ale musiałem go wypróbować. I powiedzieć, że sam fakt tego próbowania pokazałby publiczności, co to jest warte. Mówiłem mu, że w teorji sucha bateria jest piękna jak anioł, ale w praktyce — oto skutek! Czy nie miałem słuszności? I cóż ty na to, Waszyngtonie Hawkins? Widziałeś, że dwukrotnie naciskałem guzik. Czy nie miałem słuszności? To był pomysł. Czy nie wiedziałem, o czem mówię, czy nie wiedziałem?!
— Wiesz, co o tobie myślę, pułkowniku Sellers, i co zawsze myślałem. Zawsze mi się zdaje, że wiesz wszystko o wszystkiem. Gdyby ten człowiek znał ciebie, tak jak ja, poradziłby się ciebie odrazu i doprowadził swoją suchą baterję do tego, czem miała być.
— Pan dzwonić, Massa Sellers?
— Nie, massa Sellers nie dzwonił.
— To massa Waszyngton. Ja słyszeć massa.
— Nie, i massa Waszyngton również nie dzwonił.
— To kto dzwonić?
— Lord Rossmore dzwonił!
Stary murzyn rozłożył ramiona i zawołał:
— Niech mnie djabli porwać! Danek zapomnieć to nazwisko! Chodzić tu, Jimmy, chodzić tu!
Jimmy weszła.
— Czy spełnić to, co massa kazać? Pamiętać nazwisko? Mówić nazwisko, aż ja je pamiętać!
— Pamiętać, co pan kazać. Ale dzwonek dzwonić na ciebie. Jimmy być twoja murzyn może?
— Wyjaśnijcie to sobie i wytłumaczcie w kuchni!
— Człowiek ma nielada kłopot ze starymi sługami, którzy niegdyś byli twoimi niewolnikami, a zawsze przyjaciółmi.
— Tak — i członkami rodziny.
— Tak, członkami rodziny stają się z czasem. A bywa, że i panią i panem. Ci dwoje są bardzo poczciwi i oddani, porządni, ale niech ich! zawsze robią co chcą, wtrącają się do rozmowy, kiedy im przyjdzie ochota. Właściwie należałoby ich zabić!
Była to zwykła uwaga, ale nasuwała mu pewną myśl. Zresztą wszystko kończyło się w ten sposób.
— Chciałem zwołać rodzinę, Hawkins, i oznajmić jej żałobną wieść!
— W takich wypadkach nie zadawaj się nigdy ze służbą. Pójdę i poproszę wszystkich.
Gdy wyszedł, myśl earla pracowała nad nową ideą.
— Tak — powiedział. — Kiedy ulepszę możliwość materjalizowania, każę Hawkinsowi ich zabić — a potem będę miał nad niemi łatwiejszy nadzór. Nie wątpię, że zmaterjalizowanego negra można hipnotyzmem wprowadzić w stan, podobny milczeniu. Stan ten możnaby zrobić trwałym — lub zmiennym — zależnie od woli — czasami milczeliby jak grób, to znowu nakazałoby im więcej życia i energji. To pierwszorzędny pomysł! Można to osiągnąć przy pomocy śruby, czy czegoś w tym rodzaju.
Tu weszły dwie damy, zaproszone przez Hawkinsa i dwoje murzynów, nie proszonych przez nikogo. Oboje zaczęli sprzątać i zamiatać, zauważyli bowiem, że jest coś ciekawego na tapecie, i mieli ochotę poznać to coś dokładniej.
Sellers ogłosił wiadomość powagą i ceremonjami, łagodnie przygotowawszy uprzednio damy, iż nowy cios niezwykle przykry spadnie na ich serca — serca jeszcze obolałe po podobnym ciosie, jeszcze opłakujące podobną stratę, poczem wziął gazetę i drżącemi wargami i łzami w głosie odmalował obraz bohaterskiej śmierci kuzyna.
Rezultatem był szczery wubuch żalu i współczucia ze strony obu spadkobierczyń. Starsza dama płakała myśląc, jak dumną mogłaby być szlachetna matka młodego bohatera, gdyby żyła, oraz jak bezgranicznem byłoby jej zmartwienie.
Oboje starzy słudzy płakali również, wyrażając swój żal i boleść z wymowną szczerością i prostotą właściwą ich rasie. Gwendolina była wzruszoną, a romantyczna jej natura była głęboko przejętą. Oznajmiła, iż młodzieniec miał naturę naprawdę i głęboko szlachetną, prawie idealną; a gdy się dodało szlachetność urodzenia, jest on ideałem. Dla takiego człowieka gotowa jest przecierpieć wszystko, oddać wszystko, aż do poświęcenia mu własnego życia. Żałowała, że go nie zna; najlżejszy, najbardziej duchowy kontakt z taką duszą uszlachetniłby jej własny charakter. Odtąd niegodne myśli i czyny byłyby dla niej czemś niemożliwem.
— Czy zwłoki znaleziono, Rossmore? — spytała małżonka.