Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ogromny, ciągnący się po dalekiej przestrzeni tłum psów, wyjących błagalnie, wówczas rzekł:
— „Muszę wyznać, że ogłupiły mnie książki; opowiadają one tylko o pierwszej przyjemnej części historji, o reszcie zaś milczą. Podaj-no mi fuzję: sprawa zaszła zbyt daleko“.
Wyszedł z fuzją, lecz podczas tego niechcący nadepnął na ogon pudlowi z prawdziwej anegdoty i pudel czemprędzej ukąsił go w nogę, ponieważ był wściekły. Bowiem wielka i podniosła sprawa, której oddawał się ten pudel, przyprawiła go o tak silny, niezwykły entuzjazm, że w słabym łbie psim zawirowało wszystko — stąd wścieklizna. W miesiąc potem litościwy lekarz konał w mękach wodowstrętu, a przywoławszy swych płaczących przyjaciół, w takie odezwał się do nich słowa:
— Strzeżcie się książek. Ukazują one tylko połowę historii. Jeśli kiedykolwiek jaki biedny kaleka poprosi was o pomoc, a wy będziecie mieli wątpliwość co do rezultatów, jakie może mieć wasz dobry uczynek, zachowajcie swe wątpliwości przy sobie, a proszącego o pomoc — zabijcie.
Z temi słowy obrócił się twarzą ku ścianie i wydał ostatnie tchnienie.

ŻYCZLIWY PISARZ

Pewien biedny, młody, początkujący literat daremnie dobijał się przyjęcia swych rękopisów. Wreszcie, kiedy widmo śmierci głodowej zajrzało mu