Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pomniało mi się! Był to jeden z moich braci. To Wilhelm — zwaliśmy go Bill’em. Biedny, stary Bill!
Pyt.: — Jakto? Czyż umarł?
Odp.: — To zależy, w każdym razie mogę to przypuszczać. Nigdyśmy nie mogli tego orzec. Była to zagadkowa historja.
Pyt.: — To smutne, bardzo smutne. Zaginął zapewne?
Odp.: — No tak, że tak powiem, w sposób najzwyklejszy. Pogrzebaliśmy go.
Pyt.: — Pogrzebali! Pogrzebali, nie wiedząc, — żyje, czy nie żyje!
Odp.: — O, nie! Nie to. Był dostatecznie nieżywy.
Pyt.: — Przyznam się, że czegoś podobnego jeszcze w życiu nie słyszałem. Ktoś umarł. Ktoś został pogrzebany. Więc, do licha, gdzie tu tkwi zagadka?
— Odp.: — Ba! W tem właśnie sęk! O to właśnie chodzi. Widzi pan, byliśmy bliźniętami — nieboszczyk świętej pamięci i ja — a gdy mieliśmy czternaście dni, zamieniono nas w wannie, przyczem jeden z nas utopił się. Ale nie wiedzieliśmy, który. Niektórzy twierdzą, że to był Bill — inni zaś, że to ja.
Pyt.: — Tak, to dziwne. A co pan sądzi?
Odp.: — Bóg raczy wiedzieć. Dałbym za to całe światy, gdybym mógł tego dociec. Ta grozę budząca zagadka rzuciła cień ponury na całe moje życie. Podzielę się jednak teraz z panem tajemnicą, której nie odkryłem dotąd jeszcze żadnej żyjącej