Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jem. Cisza grobowa i mrok zaległy komnatę pałacu — nie myślano nawet o oświetleniu... Wielki eksperyment został dokonany i poniósł zupełne fiasko! Nie udał się. Wszyscy radzi byli ukryć w mroku twarze, aby nikt nie zauważył ich głębokiego smutku i niepokoju!
I naraz! Boskie, cudne, bogate tony rozległy się w pałacu. Płynęły z dalekiego kąta. Był to śpiew słowika.
— Wstańcie! — zawołał król. — Bijcie we wszystkie dzwony i ogłoście ludowi, że wybór został dokonany i żem się nie omylił! Król — dynastja — lud: ocalone! Odtąd po wsze czasy czcijcie słowika w tej krainie! Głoście całemu narodowi memu, że ten, kto znieważy słowika, lub wyrządzi mu krzywdę — zostanie śmiercią ukarany!
Tak rzekł król.
Fala radości zalała cały maleńki światek królewski. Pałac i miasto uiluminowano różnobarwnemi ogniami, a radość trwała całą noc. Lud śpiewał, pił i tańczył, a bicie we dzwony ani na chwilę nie ustawało.
Od tego dnia słowik stał się świętym ptakiem. Jego śpiew rozlegał się w każdym domu. Poeci opiewali go w rymach, artyści malowali go na obrazach. Jego podobizny rzeźbione upiększały wszystkie arkady, baszty, fontanny i gmachy publiczne. Słowika przynoszono nawet do Rady Królewskiej, i ani jedna ważna sprawa państwowa nie mogła zapaść bez tego, aby mędrcy nie dali jej naprzód pod rozwagę słowikowi, a dopiero potem donosili ministrom, co orzekł słowik.