Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i on sam i jego dynastja i jego lud skazani będą na zgubę!
Minęła godzina. Król, który siedział długo w milczeniu, odezwał się:
— Przynieście mi jeszcze raz szczygła!
Szczygła przyniesiono i ten rozpoczął swój śpiew radosny.
Wśrodku pieśni szczyglej król już, już gotów był podnieść berło na znak zgody i aprobaty, ale zatrzymał się i rzekł:
— Nie, trzeba jeszcze raz się przekonać... Przynieście mi derkacza, niech zaśpiewają razem.
Przyniesiono derkacza i oba ptaki równocześnie zawodzić poczęły swe cudowne trele. Lecz jego królewska mość nie mógł się ani rusz zdecydować na wybór, mimo tego, po dłuższej chwili namysłu zdawał się już przechylać na stronę szczygła — gdyż oblicze jego dostojne uspokoiło się na moment... Nadzieja napełniła błogością serca ministrów, puls począł im bić mocniej... Oto berło poczęło się zwolna podnosić ku górze, gdy wtem...
Powietrzem zatrzęsły ohydne ryki, rozlegające się za drzwiami:
— Muu-hi! — Muu-hi! — Muu-hi!
Nieopisany przestrach ogarnął obecnych, a jednocześnie niezadowolenie z ujawnienia owego lęku.
W chwilę potem, do komnaty wbiegła prześliczna maleńka dziewięcioletnia dziewczynka, chłopskie dziecko. Jej oczka iskrzyły się dziecięcą rześkością, ale, gdy ujrzała tylu znakomitych dygnitarzy i tyle