Strona:Marian Pilot - Panny szczerbate.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przed ulem, słuchał cierpkiego pszczelego szumu; czasami zaś umiał przesiedzieć tak pół dnia. Całkiem nie było wiadomo, czemu on tak koło tego ula się osiewa a koluje, gaci na zimę perzem i ściółką, cukier w chude lata podkłada — a miodu nigdy nie podbiera ani podbierać nikomu nie da. Tak to już było z tymi Kukusiowymi pszczołami i nikt mu nic, nawet brat, przepowiedzieć nie mógł. Dobrze było, widać, Kukusiowi z tymi pszczołami, nic od nich przez to nie chciał, tyle aby, żeby były. Zresztą, wydawało się, że Kukuś nic od zycia nie chciał; a jednak pokazało się, że to nie całkiem tak było. A najbardziej dziwne było to, choć znów może nikt nie powinien dziwować się temu, że Kukuś chciał właśnie czegoś od pszczół, a nie od ludzi.
Bo jednego rana Kukuś pszczół nie zastał. Otworzył ul, ale ani jedna robotnica nie błądziła po plastrach. Zakrzyczał Kukuś, pobiegł w las. Gnał od drzewa do drzewa, przystawał chwilkę, nasłuchiwał, węszył. Aż pobiegł do starej leszczyny, rosnącej pośrodku polany. Leszczyna była żółta, dźwięczna od pszczelego roju. Kukuś podbiegł do drzewa, stanął, chwil parę patrzył. Potem ruszył ku rojowisku, gołe ręce wyciągnął ku królowej. Pszczoły osiadły go i poczęły żądlić, ale on nie odstępował i ciągle gołe ręce wyciągał ku królowej. Wtedy rój zerwał się i pożeglował niby wielki złoty statek. Kukuś zakrzyczał i pobiegł za nim z wyciągniętymi rękami; ale nie nadążył. Stanął i patrzył, jak rój płynie na południe ponad szczytami najwyższych sosen, kole oczy blaskiem jak słońce.
Patrzył Kukuś, dopóki nie stracił ich z oczu. Wtedy pędem wrócił do domu, jak był, w portkach i koszuli tylko, wskoczył na rower i pojechał południową ścieżką.
Widzieli go ludzie na tym rowerze, nie myśleli,