Strona:Marian Pilot - Panny szczerbate.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




BANIALUKI

a.

Żył sobie Kukuś, matysek kuty, filut szczwany, pijaka litrowy, hulaka przytupny, łysek glancowaty. Żył w przysiółku pod borem u brata żonatego, dzieciatego, od wieczora do rana żył, jak umiał, jak mógł i jak mu się podobało. Żył, robił, co Bóg i ludzie do roboty dali, obrączki ślubne, pierścionki zdobne wykuwał, garnczki i wiadra iutował, koszyki wyplatał, beczki klepał, radia, detektorki, jak kto miał, naprawiał.
A jak do roboty nic nie było albo robić mu się nie chciało, gołębniczki, latawce, fłigry z drzewa dzieciom majstrował, gazety czytał, nad tym i tamtym medytował.
Był Kukuś głowacz wielki, mądrala niedocieczony, fikus niezwyczajny. Czasami miotłę skręca cały dzień, tydzień jedną beczkę opukuje, klepki w rękach z nagła ogłupiałych, niewydarzonych, przewraca, gdzieś ponad topole patrzy za wronami, coś swojego myśli. Albo w nocy wyłazi, za kotami gania, po borze się błąka, po polu, po roli, pomaleńku, jak duch; aż niektórzy myśleli, że go co prowadza, miesiąc albo co gorsze.
Albo też siadał na spróchniałym balu przed swoim ulem: do pszczół z dawna miał nabożeństwo niezwyczajne, nieobyczajne zgoła. Co rano tak siadywał