Strona:Marian Gawalewicz - Dusze w odlocie.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Odzywały się w nim jakieś dawne wspomnienia i rozburzały mu serce coraz bardziej. Na miejscu usiedzieć nie mógł; ciągle mi coś nowego dorzucał w swojem opowiadaniu, ciągle o nowe szczegóły o Gierdzie dopytywał, wreszcie rzekł:
— Jak pan myślisz, czy możnaby go biedaka odwiedzić!... nie zaszkodziłoby mu to?... Tak bym pragnął uścisnąć go jeszcze za to, co dla mnie zrobił!... Poświęcił się, bo trzeba panu wiedzieć, że Karolcia miała dla niego przywiązanie, podobał jej się, tylko rodziców usłuchała i dała sobie wyperswadować.
Głos mu drżał smutkiem przy tych słowach i oczy miał wilgotne.