Strona:Marian Gawalewicz - Dusze w odlocie.djvu/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Czy ja go znam!... od wielu lat, spytaj konsyliarzu. No, patrzcie państwo! i dopiero dziś... dopiero dziś się o nim dowiaduję!... Gdzież on mieszka?... Kto przy nim jest?...
Opowiedziałem wszystko, jak było.
Lewoński głową kiwał z wielkiem ubolewaniem, słuchał ze smutnem współczuciem i powtarzał tylko:
— Ach, mój Boże!... ach, mój Boże!... Więc się nie ożenił wcale? — spytał w końcu.
— Zdaje się, że nie był nigdy żonatym.
— Dotrzymał słowa, patrz pan, twarda dusza!...
Te wyrazy zaciekawiły mnie jeszcze bardziej, co do przeszłości