Strona:Marian Gawalewicz - Dusze w odlocie.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


karafce na stoliku, nogi oparliśmy na podnóżku, otulili, poduszkami opakowali, aby go nigdzie nie gniotło — i dobrze.

Marian Gawalewicz - Dusze w odlocie p103.jpg

Tętno miał słabe, ale spokojne.