Strona:Maria Rodziewiczówna - Rupiecie.pdf/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ona!
— Ona! — potwierdził dziad. — Gniazdo — wiadomo — orlicy. — A ona pobladła.
— Ja najmłodsza, najsłabsza, najmniej umiem!
— Nieprawda. Choć najmniej umiesz — najwięcej zrobisz roboty — bo jej najwięcej masz.
— Rodzice mi nie dadzą nic robić, nie pozwolą. Oni się boją, oni żałują — a ja nie potrafię tak żyć.
— Cóż chcesz? Lamus ci dam, ze wszystkiem, co w nim jest! Możesz sobie w nim rządzić jak chcesz.
— O dziaduniu! Czy potrafię? Wszystko to zachować trzeba.
— Rozumie się! — rzekli bracia.
— A mnie w nim przestrzeni trzeba.
— Schowamy skrzynie do lochu pod ziemię.
— Pilnuj, by rdza i mól nie zniszczyły — rzekli bracia.
— Upilnuję. Ale mi i światła w nim trzeba, a tam w okienkach kraty.
— Pocóż ci tyle światła?
— Bo zeń ja szkołę zrobię.
— Szkołę! — zadumał się dziad — i pa-