Strona:Maria Rodziewiczówna - Rupiecie.pdf/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pisał. Potem siadywali na podwalinie pod ścianą — stary gadał — młody słuchał.
— Całe szczęście, że chłopak zagranicę jedzie. Już go ojciec zdurzył do reszty! — mawiali ze sobą rodzice.
Na wakacje przyjechała tylko dziewczyna. Starszy syn doniósł, że przyjął posadę korepetytora u młodszego kolegi w Królestwie, że po wakacjach zostanie w Warszawie, i pomimo protekcji stryja w Petersburgu, do tamtejszych wyższych zakładów nie wstąpi.
Ojciec zagroził mu tedy cofnięciem środków pieniężnych, ale to nie złamało uporu młodego; odpisał, że pójdzie o własnych siłach.
Siostra i dziad musieli być w spisku, bo dziewczyna jadąc do Warszawy dostała od starego pana jakąś paczkę — i młody wcale się do rodziców o pomoc nie zgłosił.
— Ojciec będzie miał na sumieniu wszystkich! — rzekł z goryczą raz syn. — Wszyscy troje straceni. Te mrzonki, któremi ich ojciec zaraził, nie dadzą im tu być i pracować i nie dadzą im nigdzie karjery. Wyrosną na malkontentów, buntowników i pasorzytów! Człowiek ideą się nie nakarmi