Strona:Maria Rodziewiczówna - Rupiecie.pdf/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Żebym cośkolwiek miał, tobym poszedł w świat, tobym coś działał, oświecał tłumy — czem są, a czem być powinny.
— A ty sam wiesz, czem jesteś?
— Jestem spętaną siłą — jestem niewolnikiem.
— Dobrze — ty — to prawda! A czemże być powinieneś?
— Człowiekiem wolnym!
— I to słuszne. Tylko ci zatem brak — tego „cośkolwiek“, co tak nazywasz.
— Swobody i pieniędzy!
— Mój chłopcze, to ci właśnie odebrali twoi kamraci, Lifszyc i Lizogubow. Możebyś z czemś innem i z kimś innym szedł w bój. Niech ci się nie zdaje, że wynalazek swobody i wolności zrobili Lifszyce i Lizogubowy. Byli i przed nimi tacy, co o to walczyli, składek nie mydlili — i za plecy niczyje się nie kryli.
— Dziadunio opowiada stare dzieje. Tamto już minęło, nie wróci. Teraz trzeba wyzwalać świat cały, wszystkich.
— Więc się nie buntuj i nie wściekaj. Wyzwoliłeś sobą swoich kolegów. Czekaj cierpliwie — jak im będziesz potrzebny — to ci dadzą pieniędzy i swobodę.