Strona:Maria Rodziewiczówna - Rupiecie.pdf/145

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Żadna nie podniosła refleksyj. Zaczynają gwarzyć — atmosfera się ociepla, przychodzą zwierzenia, trochę blagi, chwalą się, więcej narzekają — powoli pogwar przechodzi w autobiografję.
    Mężatki wiodą rej w rozmowie. Już się skupiły, już opowiadają sobie poufnie domowe życie i stosunki, choroby, drożyznę życia, trudności szkolne, wstrętne nowe prądy wśród młodzieży, zanik posłuszeństwa dzieci, lekceważenie rodziców i tradycji, trudność wydania zamąż córek. Zapominają, że przecie chwaliły swój los — nikną udane uśmiechy i blaga — jest to litanja skarg — obraz życia ciasnego, materjalizmu i powszedniości jakiejś, apatji, bierności, nudy!
    — Verschollen! — odzywa się głos spokojny.
    To ta, co rzuciła refleksję: kto rozbitek?
    Spojrzałam na nią. Stała pod lampą wiszącą, założywszy ręce na piersi, słuchająca, uważna, a mało dotąd mówiła.
    Od szkolnej ławy ją pamiętam: jej brzydotę już nawet nie pospolitą, ale taką, którą się na zawsze zapamięta, jej niefrasobliwy humor, i dobre koleżeństwo.