Strona:Maria Rodziewiczówna - Róże panny Róży.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nia do sierpnia są pieczołowicie utrzymane i opielone, a obróbka, zbiór i przygotowanie płótna stanowi treść zajęcia, troski, trudu i myśli całej żeńskiej ludności wsi. Dziewczątka sześcioletnie już przędą na pierwotnych przęśnicach, len występuje w pieśni, len się zdobi i barwi w tkaninach i haftach, stanowi ozdobę szarego stroju mieszkańca, jedyną estetykę przemysłu domowego.
Sprawa o len zaczyna się przy siewie. Milczące Poleszuki obojętnie słuchają babskiego rajkotu przy zagonach. Sprzeczki, narady, krytyki, namysły, rajcowanie na całe pole, zanim powierzą nasienie siewcy i wrócą do wsi lamentując, że zagony niestarannie zorane, rola niestosowna, siew za rzadki, wogóle, że len przepadnie. Całe lato troska ta się nie kończy przy wschodzie, plewidle, kwitnieniu i dojrzewaniu. Kobiety zaniedbają różne prace, lnu nigdy.
Sezonowe odgłosy wsi, to obijanie praczami siemienia, potem jesienią stukot pierwotnych drewnianych międlarek i takichże trzepaczek, oddzielających resztę pazdzierzy. Całą zimę przędą, zbierając się towarzysko na całe długie wieczory — do gawędy o plotkach, baśniach, wilkach, upiorach i obmowie nieobecnych, — szare nici, szare dzieje, szare wspominki w mrocznem oświetleniu izby. Czasami idzie pieśń powolna, monotonna o złej doli.
Pieśni Polesia z wyjątkiem przyśpiewek przy wódce mają typ zawodzenia, skargi i narzeka-