Strona:Maria Rodziewiczówna - Róże panny Róży.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdy Wielkanoc wczesna, a powódź wysoka, rezurekcyjna procesja bywa na łodziach wkoło cerkwi i wnet potem palmą z łozy wypędzają bydło na paszę na zarzeczne „ostrowy“.
Wkoło wsi zjawiają się stada drobnych czarnych, rudych, siwych i białych owiec, podszyte przyrostem wiosennym jagniąt, i niezliczone gromady świń srokatych, szczeciniastych, wolno rosnące, przemyślne, półdzikie — pod nadzorem bandy pastuszków, niszczycieli gniazd ptasich i wszelkiego żywego stworzenia. To jest wiejska „czereda“, wracająca co wieczór z tupotem, beczeniem na nocleg. Bydło młode lub jałowe nocuje i latuje na ostrowach. Krowy wracają do doju, często przepływając rzekę lub przechodząc wiorstowe, wąskie ścieżki brodów wśród bezkresu bagien.
W owym czasie powielkanocnym odwiedzane bywają też cmentarze, bezpieczne przed zalewem góry piaszczyste, oznaczone staremi sosnami i masą drewnianych krzyżyków. Schodzą się tam na „Nawską Wielkanoc“ kobiety, przynoszą resztki święconego jadła, kładą na krzyże ofiarne płócienne fartuszki — zawodzą, gaworzą. Są to „Dziady“ wiosenne. Na starych sosnach nierzadko są zaciągnięte szare kłody z pszczołami — piach mogilny mai lato w pęki macierzanek, rozchodnika i drobnych żółtych nieśmiertelników. Cicho, pusto, spokojnie śpią Poleszuki.
A wody spadają — występuje coraz potężniej ląd, to jest 50.000 km kw. ziemi, a w tem 16.000 km kw. błot i bagien. Już w maju na jarmarkach