Strona:Maria Rodziewiczówna - Kwiat lotosu.djvu/259

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ramiona człowieka rozplotły się z piersi, rozszerzył je i, chyląc się, dotknął zuchwałem czołem, z głuchym jękiem zimnego kamienia, i tak rozkrzyżowany pozostał.
— Nie będę Cię prosił, Boże, nie będę! Nie mogę! — Ale psalm brzmiał dalej, a oblicze Chrystusa promieniało miłosierdziem.
— „Powstanę i zmiłuję się nad nim, bo przyszła chwila naznaczona, przyszedł dzień zbawienia.“

· · · · · · · · · · · · · · · · · ·
· · · · · · · · · · · · · · · · · ·


KONIEC.