Strona:Maria Rodziewiczówna - Kwiat lotosu.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chcesz być i swą moc pokazać! Ha, ha! Jeszczem ja swój pan! Bolisz i kurczysz się, ty nikczemne, masz za to! Będziesz milczało teraz!
Bezwiednie broń w pierś wtłoczył prawie.
Rozległ się suchy trzask i śmiech zuchwały.
Bladą i zimną twarz Adama obryzgały gorące krople krwi; szaleniec osunął się na niego, już cichy.

· · · · · · · · · · · · · · · · · ·

Pampasy gorzały łuną słońca. Gaucho leżał w kałuży swej krwi; szalony, myślał, że zabił ból i rozpacz.
Na widnokręgu purpurowym sylwetka jeźdźca wystąpiła jeszcze daleka i gnała w stronę obozowiska.

· · · · · · · · · · · · · · · · · ·