Strona:Maria Rodziewiczówna - Kwiat lotosu.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i milcz w bólu i radości, bo gdy się przyznasz do szczęścia, to ci je ludzie zatrują lub odbiorą, a gdy się im w bólu poskarżysz, to cię wyśmieją i odepchną.
Dziecko, zapatrzone w oblicze ojca, powtarzało słowa te w myśli. Pisały mu się one, jak ewangelja, na życie całe.
— W sobie miej swój świat: niedole i radości, walki, upadki i tryumfy. Niech je zna tylko ten Bóg, którego imię stanie ci się kiedyś religją; a ludzie nigdy, nigdy. I pamiętaj, że na świecie jest jeden grzech: podłość, jedna cnota: szlachetność; jedno szczęście: spokój. I jest prawda, ale kto powie, że ją posiadł? Komu duch przestanie stawiać pytania i wątpliwości aż do końca?
Sięgnął pod poduszkę, dobył niewielki, gęsto zapisany zeszyt.
— Oto treść półwiekowej pracy i badań. Dzieła moje drukowane będą ci chwałą i dumą, a to niech ci będzie pomocą, towarzyszem w pracy, pamiątką po mnie. Zachowaj!
Zimna dłoń filozofa spoczęła znowu na kędzierzawych włosach jedynaka, jakby się ogrzać chciała żarem rozpalonej głowy.
Umilkł. Lampa gasła; na tle czarnego pokoju wyglądała jak mroczna gwiazda. Płomyk drgał, wznosił się. trzepotał, jak umierający motyl skrzydłami.
Tik-tak, tik-tak — kołatał zegar monotonnie, nie wiedząc, że znaczy ostatnie sekundy tułaczki ziemskiej dla duszy człowieczej. Konający skrzywił się niecierpliwie.
— Rogate życie! — wyrzekł, z trudnością poruszając usty. — Rozjaśnij lampę, Rafale, i przeczytaj cośkolwiek. Konanie wyda się mniej długiem.