Strona:Maria Rodziewiczówna - Kwiat lotosu.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sądzę, nigdy więcej, wszystko mi jedno! Jeśli się to nazywa lubieniem, toś niewybredny! Dobranoc!
Położyli się i Adam sądził, że towarzysz już śpi, gdy się nagle odezwał:
— Adam! Osłuchiwałeś ty kiedy swoją pannę po doktorsku?
— Ależ nie! Dlaczego?
— Radzę ci to uczynić i jeśli masz nadzieję ożenienia się, to wypraw ją na Południe. Masz być doktorem, a nie widzisz, że ona ma początki suchot. Ty jej chudość bierzesz pewnie za wynik tęsknoty za tobą, a to tymczasem formują się tuberkuły w płucach. Będzie z ciebie lekarz jak ze mnie doktór Kościoła...
Adam odpowiedział tylko stłumionem westchnieniem.