Strona:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


złe, jeśli poszukam sobie milszego towarzystwa i rozrywek wśród ludzi. Nie mam powołania na anachoretę, ani na Toggenburga!
Zatrzasnął gwałtownie drzwiami i wyszedł.
Magda wzięła się do roboty, ale cały jéj zapał i poryw artystyczny zatruła ta scena.
Pierwszy raz zdała sobie sprawę, że wzięła na siebie pracę nad siły, zadanie, do którego nie miała powołania.
To uczucie dla Filipa, tak czyste i idealne, które napełniało jéj życie, jak zapach napełnia kwiat, teraz, gdy się stało obowiązkiem, rzeczą powszednią, wpisaną w regestr ziemski i społeczny, straciło dla niéj cały urok. Ofiara, raz dokonana, sprawiała jéj nudę i niesmak, a więc była to błędna ofiara.
Osiecka słusznie kiedyś jéj rzekła, że sztuka to kapłaństwo, a ona nieopatrznie dała jéj rywala w człowieku. Teraz będzie zawsze w rozterce między obowiązkiem a powołaniem; teraz się musi sprzeniewierzyć jednemu z dwojga.
Dla jéj prawéj i prostéj natury położenie takie stawało się nieznosném.
Filip wrócił późnym wieczorem z wesołéj kolacyjki w świetnym humorze. Nie pamiętał sceny domowéj i podniecony bez ceremonii objął żonę i pocałował ją w usta.
Uchyliła się ruchem instynktownym, którego