Strona:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A ładna?
— Nie, ale ma charakter potrzebny. Ja bo nie lubię tych lalkowatych twarzy.
— „Kult“ postępuje?
— Skończę do Nowego Roku. Myślałam, że wystawimy jeduocześnie, aleś hultaj!
— Nie, ale zanadto szczęśliwy! — wyrwało mu się.
Znalazła siłę uśmiechnąć się do niego z taką rzetelną radością i zadowoleniem, że on zapomniał o słowie danem baronowéj.
— Czasami nie rozumiem, jak się tyle szczęścia mieścić może w jednéj duszy — zaczął z odetchnieniem ulgi, że może się z kimś podzielić wrażeniami.
— Znalazłem skarb i posiadłem go: to jak w bajce!

Ich habe geküsst zu trauter Stund
Die junge Königinne,
Getrunken hab’ ich von ihrem Mund
Den seligen Trank der Minne.

Zacytowała Magda, biorąc znowu paletę i pendzel.
— Nie mogę niczem się zająć, o niczem inném pomyśléć. Dość męki przymus towarzyski, a gdy zostaję w domu, to chyba, by ją przyjąć. Właśnie mi wtedy malowanie w myśli!
— Przychodzi tutaj? — żachnęła się Magda z ruchem, jakby odejść chciała.
— Co, i ciebie to oburza! Dziwne te ludzkie