Strona:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ni czasu, ni ziemskich zmian się nie boi. Tylko to kapłaństwo! i nieszczęśliwy jak potępieniec ten, kto je zmarnuje. Trzeba być ascetą, żeby za to zapłacić — Bogu!
Wstała i, pocałowawszy raz jeszcze siostrę, poszła do swojéj sypialni.
Zanim się zabrała do spoczynku, rozpakowała obraz Boińskiéj i umieściła nad posłaniem. Chwilę patrzyła na pochyloną słodką twarz Matki Bożéj, a potem szepnęła:
— Daj szczęście jemu! Ja nigdy zupełnie złamaną być nie mogę, bo gwiazdy, com dostała, nigdy nie dam na poniewierkę. Nad nim, jak nad rozbitkiem, czuwaj!