Strona:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie jestem, bez ludzi obejść się mogę, sama sobie wystarczam i świat przede mną otworem. Więc patrzę na to z całą obojętnością, jak na śmiecie i błoto, które mogę deptać lub ominąć, jak mi się podoba. W każdym razie radam, żeś mnie ostrzegła, więc się nie narażę na zamknięcie domu, i tam, gdzie są gęsi, sama odtąd nie pójdę. Ale postępowania na włos nie zmienię, bo nie mam nic do ukrywania, nie mam czego się wstydzić i niczego się nie lękam. Oto masz. Wyhodowałaś stworzenie cudaczne, ale zdrowe i silne, i znając mnie, powinnaś trochę być śmielszą i wiedziéć kim jestem.
Pochyliła się do siostry, objęła ją za szyję i ucałowała serdecznie.
— Chcesz? to ci cały sekret wyłuszczę. Baronowéj się zdaje, że kocha Filipa i że ja jestem jéj rywalką, więc walczy bronią najpodlejszą, ale niezawodną: obmową! Wierzę, że dopnie celu i, jak ty się tragicznie wyrażasz, zgubi mnie. Ale, maluczko, fantazya jéj dla Filipa minie, a wtedy, i o mnie zapomni i ludzie, nie podjudzani, uspokoją się. Obmowa jest jak drożdże: potrzebuje coraz nowego zaprawiania, bo inaczéj opada i kwaśnieje. Ludzie będą się bawili szarpaniem mojéj opinii, aż się znudzą i znajdą nową ofiarę. Okazać, że się ich lęka, unikać, bronić się, to tylko podsycać płomień. I po co? Nie mam do nich nawet żalu, nietylko gniewu. Guarda e passa!