Strona:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



IV.

Ranek baronowéj Faustanger rozpoczynał się około godziny jedenastej. Mieszkała wprawdzie z matką, ale miała osobną sypialnię i buduar, a wejście osobne do téj części lokalu.
Matka jéj mieściła się ciasno i mało przebywała w domu, zawsze zajęta interesami; gości swoich przyjmowała w gabinecie.
Gdy dzwonek dawał znać z sypialni, że baronowa się przebudziła, pierwsza udawała się do niéj stara angielka, która życie spędziła w ich domu jako nauczycielka, dama do towarzystwa, a jako emerytka zajmowała się teraz faworytem pinczerem i kotem angora.
Brała swoich pupilów na ręce i przynosiła do łóżka pięknéj pani.
Baronowa, ziewając, przeciągając się w puchach, pytała znudzonym tonem:
— Cóż słychać dzisiaj, miss Funch?