Strona:Maria Rodziewiczówna - Byli i będą.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Między nami skończone, ale panna pożałuje po czasie.
Dziewczyna zatrzęsła się z oburzenia.
— A wy podły przechrzta i zdrajca. Duszy w was niema, wstydu i sumienia. Boga i wiary się wyparli, krzywdą zabogacieli, podłością żyjecie i na poczciwego chłopca plwać się ośmielacie!
Rzuciły jej się łzy i łkając odeszła. Bohuszewicz wściekły, wszedł do traktjerni naprzeciw kuźni i kazał sobie podać araku. Pił i przemyśliwał zemstę. O zmroku wyszedł zupełnie pijany.
Ujrzał, że kuźnia była otwarta. Kafar wrócił z Kozar tegoż dnia i zaraz się wziął do zaległej tymczasem roboty.
Bohuszewicz stanął w progu z papierosem w zębach i czapką na bakier.
— Ej, Galicua, świniarz. Słuchaj, dam ci dziesięć rubli za twoją dziewkę. Przyprowadź mi ją.
Kafar musiał od żony i córki wiedzieć o awanturze, bo zachował całą zimną krew.
— Prześpijcie chmiel. Ze mną burdy nie uczynicie — odparł spokojnie, nie przestając raszplować u warsztatu.
— Co ty ze mnie pijaka robisz, włóczęgo. Ja tutejszy grażdanin i urzędnik, na majątku siedzę, a wy co? Cygańskie wołokity!
Kafar milczał. Poczerniała mu twarz i zaciął zęby. Bohuszewicz o krok się zbliżył.
— Nu, słyszysz, co ci mówię. Na, masz dziesięć rubli.
Nagle Kafar się wyprostował, pięści zacisnął.
— Won, durniu! — krzyknął. — Matkę twą zakatowali, a ty im duszę i ciało zaprzedał. Won, tu nie twoje miejsce! Ty rakarski pachołku!
Bohuszewicz przeraził się wyrazu twarzy, głosu, ruchu. Cofnął się za próg. Za nim Kafar drzwi kuźni zatrzasnął.
Po chwili pijak począł się znowu dobijać i krzyczeć.