Strona:Maria Rodziewiczówna - Byli i będą.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


go zawzięcie. Chciał go za zięcia rządca z Kozar, Siergiej Ułasow, faworyt generała, chciał mu dać córkę pan Saturnin Krośniański, mile gościła akcyznikowa i djakowa.
I oto przybycie Wikci Kafarówny popsuło szyki pannom, rodzicom i swatom.
Iwan przestał bywać na wieczorynkach i stał się względem dziewcząt opryskliwym. Zato Wikcia, ilekroć ją doktorowa posłała na rynek, do rzeźnika, do magla, do sklepiku, spotykała nieodmiennie na drodze Bohuszewicza. Traktował ją cukierkami, orzechami, i gadał o swej miłości. Dziewczyna śmiała się i drożyła, ale żadnych prezentów przyjąć nie chciała, ani pozwalała na poufałość.
Do kuchni doktora wciskał się też często Iwan, niby po poradę, niby z jakiem poleceniem ojca, przynosił gazety i zawsze bawił dłużej, niż należało.
W miasteczku ta nowina o najpierwszym kawalerze prędko się rozniosła. Zawrzało od plotek, oszczerstw i zawiści. Kumoszki wzięły na języki Kafarów, i o nikim innym mowy nie było.
Naturalnie Kafarowie sami nic o tem nie wiedzieli. Majster był na robocie w Kozarach przy gorzelni, majstrowa miała wyżej głowy roboty z ogrodem, z domem, z praniem, nie należała do ciekawych i gadatliwych, gdy miała chwilę czasu, szła do kościoła, lub szyła w izbie.
Jesień już była późna, gdy usłyszała plotkę. Przyszła do niej po bieliznę służąca błahoczynnego, Olga, dziewczyna zahukana i wiecznie wylękła. Mówiła źle po polsku, i zaczęła jąkać:
— Matuszka prikazała zabrać syna bieliznę, choć i nie prana. Już, każe, nie da nic do prania.
— Czemu tak? Czy student wyjeżdża?
— Nie, on będzie do Rożdestwa, ale tak za waszą docz gniewa.
— Co jej moja córka zrobiła? Nic nie wiem.
— Jej to nie. Ale za Iwana musić zła.