Strona:Maria Rodziewiczówna - Byli i będą.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


także nieobecny.
Stefek, patrząc na deszcz, nasłuchiwał, co się dzieje w mieszkaniu. Słyszał, jak matka wyjeżdżała na Mszę i wiedział, że stamtąd pojedzie do swych dobroczynnych instytucyj, słyszał, jak dziadek wychodził, i wiedział, że wróci dopiero na drugie śniadanie.
Gdy się tedy rozjechali, Stefek wstał, poszedł do otomany, zagłębił za nią rękę i wyciągnął książkę, mocno podartą, i zaczął ją czytać.
Coby powiedział szambelan dworu, hrabia Ossorja, żeby mógł przypuścić, że w jego domu i jego wnuk czyta, a może się i uczy historji listopadowego powstania.