Strona:Maria Rodziewiczówna - Światła.djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

W kilka dni potem u Semenów zdechło cielę, trochę później zginęła owca, wreszcie Sachar dostał febry.
Skręt poczynał okazywać swą moc.
Ruszył stary Semen po ratunek do bab i znachorów, ale otrzymał odmowę. Żaden nie chciał skrętu zaczepiać. Nareszcie jeden, podumawszy rzekł:
— Na skręt ma moc jedna, ale może już pomarła, stara Zozula z Drewicy! Zresztą nikt!
Drewica leżała o pięć mil, czas był roboczy, ale Semen się nie wahał, klacz zaprzągł i pojechał z wódką, chlebem i groszami w chustce.
Na wygonie za wsią spotkał kobietę chudą, w odartej odzieży, pasącą gęsi kilkoro.
— A dokąd to jedziecie? — zagadnęła.
— Jadę pomsty szukać na tym gałganie, co mi skręt zrobił. Zozula z Drewicy go odgadnie i pokarze.
Kobieta nie rzekła słowa, przykucnęła na ziemi i dumała. Po długiej chwili zegnała gęsi do chaty i weszła do izby.
Mąż jej, krawiec kulawy, bezczynnie drzemał na ławie; nędza wyzierała ze wszech kątów, na