Strona:Maria Rodziewiczówna - Światła.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ŚIÓDMY SYN.

W Turzy Wielkiej — w maju — pewnego ranka gruchnęła wieść od chałupy do chałupy.
— Wiecie — u Adamców urodził się siódmy syn!
Kobiety prawiły to przy studni, wołały z podwórza w podwórze, że wnet całą wieś obiegła nowina. W obejściu u Adamców nie widać było żadnego szczególnego ruchu lub niepokoju. Tylko Adamiec sam wydoił krowę i zaczął narządzać wóz do drogi, a w zwykłej godzinie czterech starszych chłopaków ruszyło do szkoły.
Sąsiad idący z motyką do kartofli przystanął u wrót i pozdrowił.
— Szczęśliwy dzień, sąsiedzie.
— A ino — pogodny! — odparł Adamiec.
— Skiś nowiny mówię! Siódmy syn. Jedziecie do urzędu?
— Babkę odwiozę — i starzykom dam wiedzieć. Do urzędu jeszcze pora.
— A chrzciny kiedy — cesarskie?