Strona:Maria Rodziewiczówna - Światła.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A ten sierota niech z nami zimuje. Ostał sam, jak i ja... i takiż słaby.
— Niechta! — mruknęła wdowa, ułagodzona jego pokorą i wspomnieniem choroby.
I tak się lato Romanowe skończyło.