Strona:Maria Rodziewiczówna - Światła.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


WYDALENI.

Był sobie raz mąż wielki i potężny, który postanowił ludy uszczęśliwić. Długie lata badał nędze i niedole, długie lata uczył i kształcił, długie lata nad ideą swą pracował.
I wreszcie nabył kraje piękne i żyzne, ale puste i zagarnąwszy ze sobą ludy, tam je osiedlił, zabraniając im cośkolwiek zabierać ze starego świata.
I przyszło wielkie mnóstwo, jako z nocy w dzienną jasność — i zapanowało w nowym kraju nowe życie. A na majestacie, na wysokim krużganku świętym, zasiadł mąż triumfator i patrzał z dumą na swe państwo i na wyzwolone ludy.
I widział wokoło dobrobyt i sytość, postęp, wykształcenie; i owa ziemia nowa — nowym rajem była.
I mówił w przeświadczeniu swej mocy:
— Błądzili wszyscy — jam nie błądził. Kłamali wszyscy — jam jest prawdą.