Strona:Maria Rodziewiczówna-Dewajtis (1911).djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Pani sama przypłynęła? — zawołał przerażony.
— Sama. Umiem sterować. W Ameryce zawsze prześcigałam Clarka. Niech pan wraca do domu, po tak mozolnym dniu. Do widzenia!
Zamiast odejść, zaczął odczepiać łańcuch od wierzby, łódkę przyciągnął do brzegu, podał jej rękę.
— Niech mi pan da wiosło pierwej! — zawołała.
Potrząsnął głową.
— Ja panią przewiozę! Uchowaj, Boże, wypadku! Proszę siadać!
Wskoczyła do środka, śmiejąc się uśmiechem radosnej szczęśliwości.
— I co ja pana mogę obchodzić? I co pan zrobi, jeśli mi jutro przyjdzie ochota puścić się tą łódką aż do Niemna samej? A jakżebym odjeżdżała do Ameryki, ocean większy i straszniejszy! Wieź mnie pan tymczasem, bardzom rada, uczy się pan kochać!...
Usiadła naprzeciw niego. Wiatr rozwiewał jej ciemny włos, uśmiech serdeczny i drażniący zarazem rozchylał koralowe usta, oczy mieniły się życiem, tysiącem myśli i gorącymi blaskami uczucia.
Chwilami milczała, zapatrzona w ślad wiosła, potem przesunęła wzrokiem po niebie i wybrzeżu i odetchnęła głęboko.
— Płynęłabym tak daleko i długo w pana milczącem towarzystwie! Moglibyśmy myśleć każde z osobna i nie wyszlibyśmy poza tę łupinę! Niema tu Poświcia i skarbów, ani owej złowrogiej otchłani! Niech pan nie patrzy tak ponuro! Proszę mi lepiej powiedzieć, co pan myśli w tej chwili? Pewnie pan pieśń jaką ma w pamięci, jak ja.
— Nie umiem śpiewać.
— Nauczy się pan, jak wielu innych pięknych rzeczy. Ja panu zaśpiewam, w nagrodę trudu wiosłowania.
Pochylił się nad wiosłem i podwoił szybkość. Uciec chciał rychlej od jej widoku i rozmarzającej melodyi jakiejś piosenki Gounoda[1], nuconej półgłosem, ale Dubissa sprzysięgła się, by dopił do dna czarę udręczenia. Borykała się z nim zajadle, odrzucała gwałtem od brzegu. Nareszcie, zdyszany, dobił poświckiego parku, wparł łódkę na piasek i wyskoczył, pomagając jej wysiąść.
— Dziękuje! Czy pan łódką wróci do siebie?
Łódką Odeślę ją pani zaraz.
— Dobranoc zatem i do widzenia!

Podali sobie dłonie; zawahał się i nagle pochylił pokornie i pocałował tę rękę, którą odrzucił.

  1. Gounod — kompozytor francuski, autor opery »Faust« i innych.