Strona:Maria Rodziewiczówna-Dewajtis (1911).djvu/201

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


drobiazgi, pan tego nie potrzebuje, a ja, niestety! nie jestem stworzona na anachoretę[1] i mam też swój cel i poglądy na życie, wcale różne od pańskich.
Zdawało się, że nie słyszał nic oprócz jednej rzeczy, bo zamruczał, jakby do siebie:
— Więc pani odjedzie, może na zawsze?
— Cóż pan w tem znajduje dziwnego? Coby pan zrobił w mojej roli?
— Cobym zrobił? Zostałbym!
— Tak, całe życie samotny?
— Rok nie upłynie, jak pozna pani całe sąsiedztwo. Nie trzeba jechać do Ameryki po przyjaciół i stosunki. Pójdzie pani za mąż...
— Bardzo chętnie; na to nie potrzebuję nawet poznawać nikogo... Wybór dawno uczyniłam... Niech mi pan zaręczy, że weźmie mnie ten jeden, wybrany, a zostanę!
— Może pani wybrała takiego...
Niecierpliwie rzuciła główką, zmarszczyła brwi.
— Niech pan lepiej milczy tym razem, bo ani mnie, ani sobie słowami oczu nie zamydli. Po co ten ton nieznośny i udawanie? Nas w Ameryce nie chowano, jak tutejsze panienki, na bierną rolę; nas uczono, żeśmy wam równe, niezależne! Nie cierpię tonu, na który schodzi nasza rozmowa; jest fałszywy i niegodny przedmiotu! Ja nigdy swych uczuć nie kryłam,, nie znajduję w nich nic karygodnego, ani niestosownego!
Podniosła dumnie czoło i przejmująco patrząc mu w oczy, rzekła po małej przerwie:
— Nie zmienimy przeznaczenia swego, Wejdawucie! Pan wie dobrze, bom szczerze okazywała, że pana kocham, a mnie nie trzeba było pana słów, żeby wiedzieć, żem panu miła... Po co się męczyć, gdy możemy być szczęśliwi...
Przez oczy jego przeszła chmura rozpaczy. Zwiesił głowęna piersi i pobladł śmiertelnie...
Uśmiechnęła się promiennie, tryumfująca cała. Zajrzała ukradkiem w jego twarz i odezwała się serdecznie:
— Jeżelim się pomyliła, niech mi pan zaprzeczy. Nie kocha mnie pan? Może nie tyle, co Żmujdż, ale więcej, niż resztę ludzi!
Opanował się i rzucając jej spojrzenie pełne wyrzutu, zaczął półgłosem:
— Na co pani ta prawda? I na co mnie ta jeszcze jedna niedola, najsroższa? I tak życie cieżkie!

— Właśnie dlatego ja pierwsza przychodzę, bo pan ze

  1. Anachoreta — pustelnik, człowiek, wyrzekający się dóbr ziemskich i umartwiający się.