Strona:Maria Rodziewiczówna-Dewajtis (1911).djvu/199

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


by uległ dobrowolnie przed nią. Ale wybuch przeminął, wulkan ucichł, żelazny pancerz był znowu na piersi.
— Niczego, pani! — odparł.
Spojrzała nań bystro.
— Proboszcz mówił, że pan nigdy nie kłamie! Czyż pan mu i na spowiedzi takąż prawdę mówi, jak mnie w tej chwili?
— Proboszczowibym nie powiedział tego, co czuję, jeśli grzechu w tem niema! Nędzę człowieczą i udręczenie powinien tylko znać Bóg, bo on jeden pomoc dać może!
— W żadnym jednak razie kłamać nie trzeba!... Niech pan spojrzy mi w oczy i powtórzy, że nic mu nie brak!
Zamilczał, zaciskając usta. Zamykał coraz szczelniej duszę, zacinał się w oporze.
Zaśmiała się wesoło.
— Przecie dowiodłam panu fałszu! Poprzestaję tymczasem na tym małym tryumfie i nie nalegam dalej! Czy zadowolony pan z wyroku sądu?
— Spodziewałem się gorzej. Gdybym milczał, potępionoby mnie.
— Widzi pan, jak to dobrze mnie posłuchać! Ile razy teraz poradzę mówić, proszę usłuchać, a za dobry skutek zawsze ręczę! Dobrze?
Uśmiechnął się za całą odpowiedź.
— Cóż pań zamyśla robić przez ten rok próby? — spytała po chwili.
— Co zawsze! Zbierać pieniądze i kupować od Żydów długi Witolda, kiedy mi nie pozwala nabywać ziemi. Jeden skutek, tylko kłopot większy!
— A więcej nie ma pan zamiarów na ten rok?
— Sam nie wiem. Pan Komar chce mi powierzyć główny zarząd swych dóbr, bo wyjeżdża zagranicę. Jeżeli czasu stanie i sił, to przyjmę!
— Jaki pan chciwy na pieniądze! Gotów pan duszę za nie dać!
— Duszy nie, ale wszystką krew tobym dał.
— Niepojęte! I na cóż one panu? to istna chorobliwa mania! Krew dać za podły grosz! To nie szczęście i nie spokój!
— Dla mnie i jedno, i drugie.

— Fe, to do pana nie podobne! Przypuśćmy tedy, że pan już posiada skarby Krezusa[1] i coby pan zrobił z tym ciężarem?

  1. Krezus — słynny w historyi starożytnej król Lidyi (w Azy i Mniejszej), znany ze swych niezmiernych bogactw.