Strona:Maria Konopnicka - Na normandzkim brzegu.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i u nas całe domostwo jak wymiótł. Zostaje tylko sieciarka. Sieciarka zostaje zawsze.
Gdziekolwiek ludzie idą, śpieszą, biegną, jakikolwiek wiatr i pęd ich porywa, ona trwa niewzruszenie na swym trójnożnym stołku, bardzo stara, często bardzo brzydka, zawsze bardzo biedna.
Sieciarka należy w osadzie prawie do nieruchomości.
Czy deszcz, czy pogoda, czy pożar słoneczny, od wczesnej wiosny do późnej jesieni siedzi w każdem rybackiem podwórku, pod przydaszkiem, skleconym z paru tarcic, lub z kawałka żagla, tępa, pieńkowata, zebrana w sobie postać, bardzo podobna do tobołka spłowiałych szmat i chust, z których wyrywają się gwałtowną linią ramiona i ręce wyciągnięte w górę, przed siebie, do słupa, u którego sieć wisi na błyszczącym haku. Ramiona czasem wyschłe, czasem wykręcone dziwacznie na podobieństwo pokracznych