Strona:Maria Konopnicka - Na normandzkim brzegu.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


...Pamiętam was, wirtuozy małe!
Na schyłku lata dzień gorący, modry. Słońce wysoko stoi, złote rzęsy mruży, w Wisłę iskry sypie. Całe snopy iskier sypie w Wisłę, płynącą spiesznie, spiesznie, a tak cicho, że się tylko drżeć zdaje nie płynąć.
Nad Wisłą zabrzeg stromy, na nim budowy dziwne, zamczyste, o rogatych czołach. Kazimierzowe spichrze to chlebne, co jeszcze teraz złote ziarno sypią, złote ziarno złotego wspomnienia...
Niżej, poniżej, na całym stoku wzgórza berberysy kapią gronami korala i złotawego bursztynu. Dziko, krzaczysto zarasta wzgórze całe, ledwo gdzie pokazując podsypujący je żwir jasny i piasek.