Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


do gablotki i gubić się w szczegółach, które je wypełniają po brzegi. Najpierw, jest za gorąco na to; a potem, nie sąż to rzeczy wszystkim dobrze znane? Ściśle biorąc, każda wystawa dzieli się na okazy kosmopolitycznego i miejscowego przemysłu. Pierwszy jest zwykle daleko obfitszy; ale jedynie drugi bywa zajmujący. Co stanowi dział ten na wystawach włoskich? Ceramika, wozajki, szkła, jedwabie, specyalne biżuterye... makarony. Biorę z grubsza tylko.
We Włoszech mówi się chętnie i przy każdej sposobności o stu miastach włoskich. Służą one jako nom de guerre wielu handlowym imprezom, że już nie wspomnę o hotelach, które pod wezwaniem stu miast łupią cię ze skóry. Może być, iż gdyby tak kto dobrze przeszukał różne dziury, gdyby różne kąty przepatrzył, a i pod ziemią pogrzebał, może być, iżby się stu owych miast i doliczył wreszcie.
Faktem jest wszakże, iż na wystawie genueńskiej, prócz samej Genui, widzi się tylko: Turyn, Medyolan, Florencyę, Rzym, Neapol i Wenecyę, oraz kilka pomniejszych, jak: Carrara, Pesaro, Vicenza, Cremona, Faenza, Monza, Bassano, Como, Tore del Greco, że pominę Sassaferato i jego Kolumba, zrobionego z siarki.
Ceramika włoska rozpada się na dwa rodzaje: na majolikę i na terrakotę.
Majolika właściwa, „a vernice,” z polewą, ciągle jeszcze szuka starych, zagubionych sekretów,