Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A jeszcze jak idzie ta tęga z twardej gumy, okręcona nićmi lnianemi, to powiadam ci Karolu, tylko sykniesz, w ręce dmuchniesz, ale pieścić się czasu niema i zresztą wstyd nawet. Najwyżej fangi wyrzuca ojciec, — no nie dziw, sam jest największy; ale najdzielniej także Stasiek Szafarczyk. Ten chłopiec ma wielki talent do palanta!
Więc teraz cię już żegnam, kochany przyjacielu! Jak kiedy przyjedziesz do mnie, to razem się będziemy bawili. Wiesz, mama mówi, że my na głowach stajemy, takiego czasem narobimy harmidru! Ale to nic, bo po takiej zabawie, to nauka potem idzie też marsz, marsz. Wiesz ty, co ja sobie myślę? Oto myślę sobie, że ty się dlatego nudzisz ze swojemi zabawkami, że wszystko to odbywa się w pokoju, przy stoliku i że przy lekcyi musisz siedzieć i przy zabawie także siedzieć. Ale żebyś ty się tak wybiegał jak ja, no, tobyś ty nawet nie wiedział, że są jakieś nudy na świecie.
Nie wiem, czy ci dosyć jasno wytłomaczyłem moje zabawy, ale proś ojca, żeby