Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przyjedzie tu rycerz,

Ojcu, matce drogi,
A ja te kwiateczki

Rzucę mu pod nogi.

I to ona tak sama z siebie śpiewała, proszę mamuni i różne inne piosneczki, jak ptaszek jaki.
— No i przyjechał ten rycerz? — zapytała mama.
— A jakże, przyjechał! Z bardzo wielkim dworem i bardzo wspaniale przyjechał, a na nim wszystko tylko błyszczało od złota, od srebra...
— A przywiózł też z sobą dzieci?
— Nie, mamuniu! Ten Jan Zamoyski nie miał dzieci i bardzo się tem smucił. Więc kiedy się bawił z Urszulką i zapytał ją czy się jej podoba jego pas złoty i jego ubiory, wtedy Urszulka tak mu powiedziała:

Pięknie, strojnie i bogato,

Jak u nikogo na świecie,
Ale gdybyć Bóg dał dziecię,

Dałbyś wszystko za to.

— I cóż na to Zamoyski?