Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nia nie robi, tylko się zwolna koszturem opędza, a pacierz sobie mówi. Już głosu z siebie Kurta dobyć nie mógł, tak się zmordował, kiedy gospodyni nareszcie wróciła z pola. Jak zobaczyła dziadka, tak zaraz na Kurtę: A cicho! a leżeć! do nogi! a nie rusz! Uspokoił się też Kurta nieco i pod próg leżeć poszedł. Ale co spojrzał na dziada, to się w nim jeszcze gotowało ze złości, i coraz to warknął i zęby pokazał.
Leży sobie mój Kurta i zęby pokazuje, aż tu wieprzak wyrwał się z chlewka. Gospodyni za nim: „A do chlewa! A do chlewa! A ciu!“ Zerwał się i Kurta i dalej za wieprzkiem; co prawda, niebardzo mu się chciało tak uganiać, bo się z tym dziadem już okrutnie zmordował, ale bał się gospodyni. Mogłaby mu kartofli na wieczór nie dać i dopieroby było! A gospodyni jak na złość woła: Nuż go, Kurta! Niby tego wieprzka, — mój wieprzak w ogród. Kurta za nim, tylko smyrgnął przez płot; zaleciał z prawej strony, wieprzak w lewo; zaleciał z lewej, wieprzak w prawo. Oj namęczył się niemało,