Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


potem na inną wojnę poszedł i był ranny, i w tej chacie go złożyli towarzysze jego, a teraz się z nim żegnają. Wielki jest smutek w tej izbie i wszyscy płaczą, że takiego wodza i rycerza utracić muszą. Pospuszczali głowy, załamali ręce, któż ich teraz na wojnę prowadzić będzie? A przy łóżku Czarnieckiego stoi koń jego siwy, towarzysz wierny, co w różnych bitwach razem z nim bywał i nic się nie bał. Stoi ten koń przy nim i także się smuci, a rży żałośnie, bo czuje, że już swego pana i rycerza nosić na wojnę nie będzie. A Czarniecki rękę wyciągnął i głaska jego grzywę i patrzy tak, jakby mówił: „Bądź zdrów, mój towarzyszu! Już ja na ciebie nie wsiędę i Szwedów bić nie będę. Już odchodzę z tej ziemi, com jej wiernie bronił“.
Długo patrzyłem na ten rysunek i myślałem sobie, że jak Szwedy jeszcze kiedy przyjdą, to ja od stryjka z Lipowej też siwego konika dostanę i tak Szwedów pobijemy, że tylko się za nimi kurzyć będzie — tak będą zmykali!
W tydzień znów potem Pawełek przy