Strona:Marceli Motty - Przechadzki po mieście 03.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z współtowarzyszów jego biedy, miły pochód do Kistrzyna i trzymiesięczne więzienie w téj fortecy. Wyborny obraz wypadków, które zaszły u nas czterdziestego ósmego roku, skreślił późniéj Koźmian w „Przeglądzie“; jest to, o ile wiem, najlepsza, jeśli nie jedyna, monografia tycząca się owego nader ciekawego okresu dziejów W. Księstwa. Gdy się zaś wszystko uspokoiło, osiadł z żoną w Kopaszewie i pędził lat kilka żywot obywatela wiejskiego. Przez cały ten czas nie zdarzyło mi się z nim spotkać; gdy się czasem o niego pytałem, słyszałem, że sobie gospodaruje, cieszy się sąsiedztwem brata, Chłapowskich i Morawskich, zbiera książki i czyta, osobliwie zaś zajęty jest wydawnictwem Przeglądu.
Te dni swobodne nie trwały długo; piędziesiątego trzeciego roku przeraziła nas tu wszystkich wiadomość o nagłéj śmierci jego żony, a kto znał bliżéj usposobienie moralne i kierunek umysłu Koźmiana, nie wątpił na chwilę, że ciężki cios, który spadł na niego, pociągnie za sobą to, co nastąpiło. Z jednéj strony pociechy, z drugiéj zaś celu, w obec zmienionych okoliczności i stosunków życia, mógł tylko szukać i znaleść takowe w stanie duchownym, zwłaszcza że już od dawna, jak ci wiadomo, służbę Bożą uważał za najszczytniejsze zadanie człowieka, które powinno wszystkiemi jego myślami i krokami kierować. Ale jeszcze blisko cztery lata pozostał na wsi, przyspasabiając się powoli do przyszłego zawodu i dopiero piędziesiątego siódmego roku udał się do Rzymu, gdzie odbył systematycznie naukę teologii, którą całorocznym pobytem w seminaryach, poznańskiem i gnieźnieńskiem, uzupełnił, tak iż roku sześćdziesiątego dobiegłszy szczęśliwie do mety, odebrał święcenia kapłańskie z rak sędziwego biskupa Brodziszewskiego. Wyobraź sobie, panie Ludwiku, jak szczere musiał mieć powołanie i jak wielką rozwinąć siłę ducha człowiek przeszło czter-