Strona:Marceli Motty - Przechadzki po mieście 03.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie Ludwiku, z tem, co tam stoi, ale tyle rzeczy treścią swoją zajmujących i ozdobnie pisanych jak Przegląd nie zawiera żaden z miesięczników polskich, które znam; możesz się sam o tem przekonać, bo go łatwo tu znajdziesz w publicznych bibliotekach i kilku prywatnych; zresztą artykuły Jana zebrał brat po jego śmierci i wydał w trzech grubych tomach. Przegląd dążył statecznie do tego, aby okazać, że „wśród zamięszania wyobrażeń, jak w urządzeniach społecznych, tak w literaturze i sztuce jedynie bezpieczna droga prowadząca do stałych zdobyczy jest droga katolicka“; a chociaż zaręczał, że „przyjmuje wszystkie historyczne konieczności i o to tylko się troszczy, żeby się żadna rzecz przeciwna prawu Bożemu i kościołowi Chrystusowemu nie działa“, pozyskał sobie u nas ograniczoną tylko liczbę zwolenników i abonentów i nie pokrywał, ile mi wiadomo, kosztów wydawnictwa; znalazł bowiem u ludzi wolnomyślnie usposobionych i w dążnościach demokratycznie - spiskowych, za których sprawą nastąpiły wypadki z roku czterdziestego szóstego i ósmego, nie tylko wtenczas, ale i późniéj wyraźnych przeciwników, u ludzi zaś umiarkowańszych pewne niedowierzanie. Przypisywano mu cele reakcyjne, zamiary z postępem w rozwoju politycznym i społecznym niezgodne i chęci poddania ogółu pod wpływ arystokratyczno - klerykalny. Te uwidzenia, słuszne czy niesłuszne, przeszły naturalnie z pisma na twórcę jego i redaktora, a nazwisko Koźmiana zespoliło się poniekąd z wyobrażeniem o dążnościach, których bardzo wielu u nas podzielać nie chciało.
Raz jeszcze w późniejszych czasach, będąc już księdzem, miał Koźmian czynny, chociaż nie bezpośredni