Strona:Marceli Motty - Przechadzki po mieście 03.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jątkiem, należała do rodzin szlacheckich i majętniejszych; uczniowie uniwersyteccy z warstwy mieszczańskiéj lub nbogiéj, którzy pracowali dla chleba, pozostali, ile mi wiadomo, po za kołem Koźmiana, po części dla tego, że od dawna, nawet za moich czasów, owe dwa obozy żyły obok siebie w Berlinie mało się kumając, bo pierwszy mógł więcéj pieniędzy wydawać i miał ztąd pretensye do jakiéjś lepszości; a może i dla tego, że Koźmian najpierw w młodzieży szlacheckiéj nowego ducha chciał wskrzesić, uważając ją za główną podstawę przyszłości. Wpływ jego pojawiać się także zaczął niebawem w W. Księstwie, gdy, przybywając czasami z Berlina do Turwi, wszedł w bliższą styczność z pewną liczbą obywateli tutejszych.
Ale działanie li tylko przez towarzyskie stosunki było naturalnie nadto powolnem i niedostatecznem, przeto Koźmian, poznawszy dokładniéj położenie rzeczy i usposobienie umysłów u nas, uznał za rzecz konieczną wziąć do pomocy prasę i czterdziestego piątego roku, w porozumieniu z jenerałem Chłapowskim, rozpoczął wydawnictwo Przeglądu poznańskiego. Ten miesięcznik miał, wobec pism ówczesnych albo wyłącznie literackich i religijnie bezbarwnych, albo też wyraźnie demokratyczną i antiklerykalną dążność zdradzających, zająć poniekąd miejsce owéj Revue catholique Veuillota i „rozwinąć chorągiew wiary osadzoną na drzewcu najrodzimiéj narodowym“, przybierając za hasło, „hasło ojców naszych: Bóg i ojczyzna!“ Przegląd trzymał się lat dziewiętnaście, do piędziesiątego siódmego, pod redakcyą Jana Koźmiana, resztę czasu pod redakcyą Stanisława; pracowali nad nim usilnie nie tylko obadwaj bracia, ale i pewna liczba znakomitości literackich z Królestwa i Krakowa. Nie zgodziłbym się może nieraz, pa-