Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


osobnika wysubtelnienie duchowe. Drżeniem przejmuje związek spraw fizycznych ze sprawami du: ha; myśl, że drobne przemieszczenie czysto fizycznych skłonności, lekka skaza pewnego zmysłu, sprawia iż wszechświat poezji i muzyki, zamknięty dla księcia de Guermantes, otwiera się dla pana de Charlus. Nie dziwi nas smak pana de Charlus w urządzeniu mieszkania, ani to że jak kobieta lubuje się w cackach; ale ta wąska szczelina otwierająca się na Beethovena i na Veironeza! Zdrowy człowiek odczuwa naturalny lęk, kiedy warjat, autor wspaniałego poematu, wytłumaczywszy niezbicie, że go zamknięto przez pomyłkę, przez niegodziwość żony, błaga go aby interweniował u dyrektora zakładu, poczem, wyrzekając na sąsiedztwo które mu narzucono, kończy tak: „O, ten co rozmawiał właśnie ze mną na dziedzińcu, facet, którego towarzystwo muszę znosić, myśli że on jest Chrystus. To jedno starczy za dowód, z jakimi warjatami mnie zamykają; nie może on być Chrystus, skoro Chrystus to jestem ja!“ Chwilę przedtem byliśmy już gotowi zwrócić uwagę psychiatry na pomyłkę. Po tych ostatnich słowach, nawet pamiętając o wspaniałym poemacie, nad którym pracuje ten sam człowiek, oddalamy się tak, jak synowie pani de Surgis oddalili się od pana de Charlus, nie aby im robił co złego, ale z powodu zbyt częstych zaproszeń, których rezultatem było szczypanie ich w policzek. Trzeba współczuć z po-