Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nasz kamerdyner, który myślał, że słowo pissotière (słowo oznaczające to, co ku wielkiej przykrości pana de Rambuteau, książę de Guermantes nazywał „pawilon Rambuteau“) brzmi pistière, nie słyszał nigdy w ciągu swego życia ani jednej osoby mówiącej pissotière, mimo że często tak przy nim wymawiano. Ale błąd jest jeszcze upartszy niż wiara i nie sprawdza swoich pewników. Stale kamerdyner mówił: „Z pewnością pan baron musiał się pochorować stąd, że tak długo siedział w pistière. Oto co znaczy być dziwkarzem. Ależ on ma spodnie! Dziś rano, nasza pani posłała mnie ze zleceniem do Neuilly. Przy pistière na ulicy de Bourgogne, widzę jak pan baron wchodzi. Kiedy wracam z Neuilly w dobrą godzinę później, widzę jego żółte spodnie w tej samej pistière, na tem samem miejscu w środku, które on zawsze zajmuje aby go nie widziano“.
Nie znam nic piękniejszego, szlachetniejszego i młodszego, niż jedna z siostrzenic pani de Guermantes. Ale słyszałem jak portjer z restauracji, gdzie bywałem czasami, mówił gdy przechodziła: „Popatrz na tę starą klempę, co za fikimiki! a ma co najmniej osiemdziesiąt lat“. Co się tyczy wieku, wydaje mi się trudne do przypuszczenia żeby on w to wierzył. Ale stojący koło niego „strzelcy“, rechocący za każdym razem kiedy ona przechodziła koło hotelu aby odwiedzić niedaleko stamtąd swoje dwie urocze cioteczne babki, panie de Fe-